Nie ogarniam jednak torby.
Nie wiem co się stało przed chwilą. Było wszystko okej, miałam dziś mało lekcji, była u mnie Dorotka, potem był u mnie Adam, wszystko ślicznie i cudownie.
Położyłam się z książką i herbatą, chciałam przeczytać parę stron i pójść spać.
I nagle... coś. To coś chyba musiało wisieć w powietrzu, bo po prostu nagle zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać. Dziwnie się poczułam. Obco, samotnie. Jakoś tak jakbym była w zupełnie nieznanym sobie dotąd miejscu, a nie w moim ukochanym, ciepłym, przytulnym pokoiku na swoim miękkim łóżku. Tylko gdzieś, gdzie ściany są zimne a kołdry starannie na sztorc wykrochmalone. A u mnie nawet się nie krochmali, cholera, no!
Nie wiem skąd się to bierze. Może stąd, że tak strasznie boję się samotności i ciężko mi wytrzymać nawet jedną noc zupełnie samej? To chore, wiem. Ale nie wiem, co z tym zrobić.
Próbowałam porozmawiać chwilę o tym z Adamem, zdałam sobie sprawę, że to bez sensu, bo ani to mi nie pomoże na odległość, ani jemu nie będzie się łatwiej spało. Próbowałam pogadać z przyjaciółką - rozmowa była trochę bez sensu, sztucznie utrzymywana. Postanowiłam coś napisać, choć już w trakcie pisania, widzę, że to jest bez sensu i chaotyczne.
Włączyłam sobie 'lonely day'. I to chyba też był błąd. System nie kojarzy mi się za dobrze, zwłaszcza ta piosenka. Żałosne, że nawet kiedy jakaś osoba zupełnie przestaje nam robić różnicę w kontekście teraźniejszości lub przyszłości, to, co się z nią przeżyło, gdzieś tam zostaje, a gdy coś ukłuło, to ten mały, nieoznaczony ból tez zostaje.
Piotrka nie widziałam rok i wcale mnie to nie martwi. Nie brakuje mi go, jestem szczęśliwa, sama się sobie dziwię, że wtedy mnie to obeszło. A jednak jak słucham tej piosenki, przypomina mi się pierwszy okres naszej znajomości, który był tak fantastyczny, że zaczyna mi być szkoda, że tak się skończyło to wszystko. Jakie to jest idiotyczne, to nawet mnie samą denerwuje. Chociaż nie zmieniłabym zupełnie nic w moim obecnym życiu, a już na pewno nie zmieniłabym zerwania mojego kontaktu z Piotrkiem.
Naprawdę nie ogarniam torby.
Mam ochotę śpiewać na głos. Albo pójść na spacer na plażę. Pójść, jakoś to wszystko poskładać. Powyrzucać to, co niepotrzebne i co wprowadza bałagan. Albo znaleźć dla tego czegoś miejsce. Zachować to, co ważne i umieścić w miejscu łatwo dostępnym. Jakkolwiek nudne by się to nie wydawało, chciałabym przez najbliższy czas być osobą poukładaną. Dobrze zorganizowaną.
No nic. Próba snu vol2. może teraz się uda...?
Artemis
Nastrój:
tagi:
Mam dosyć tego wszystkiego wkoło.
Nie umiem się uczyć ostatnio, zawalam na wszystkich frontach.
Z rodzicami znów po staremu, po co być dobrą rodziną, skoro można być dysfunkcyjną w kontaktach trójką, z wypracowanym systemem komunikowania się na wysokich decybelach i bez sensu?
Oczywiście jestem korbą napędzającą ten system, ale co ja mam zrobić, jak ktoś mi mówi, że się nie uczę a ja to wiem, ale po prostu nie umiem już usiąść do książek? Co mam powiedzieć na warunki, że jeśli nie będę się uczyć, będę sobie musiała radzić sama finansowo ze studiami, oprócz 'dobrze, tato'?
Co mam zrobić, jeśli już sama nie wiem, dokąd to wszystko ma zmierzać?
I czy nie można być szczęśliwym, nie będąc uczniem roku?
Nie wiem, kurwa.
Po prostu nie wiem.
Czy świat nie mógłby być oparty o wielkiego A'Tuina zamiast o jakieś żądze bycia najlepszym, bycia bogatym, bycia szczęśliwym dzięki samochodowi za kilka milionów?
Artemis
Nastrój:
tagi:
Spokojna, słoneczna niedziela.
Wiosnę czuć było na każdym kroku, zwłaszcza w lesie rozrzuciła już pojedyncze kwiaty i rozwiesiła zielone pąki. Ładnie jest. Mojemu psu też się podoba.
Chociaż czegoś brakowało.
A właściwie kogoś..
Nienawidzę, gdy wychodzisz.
Nienawidzę pustki, jaką po sobie zostawiasz.
Nienawidzę wracać z przedpokoju do siebie, gdzie stoi kubek po Twojej kawie, gdzie jeszcze czuć troszkę Twoją obecność, Twój śmiech, Twoje spojrzenie.
Czas płynie szybko a zarazem wolno.
To śmieszne, ale niby dwa miesiące to strasznie mało, ale właściwie wydają się wiecznością.
Za to kilka godzin mija w kilka minut, pozostawiając gruby niedosyt.
Nie wiem sama, jak teraz jest.
Po generalnie jest cudownie.
Choć jest kilka spraw, z którymi nie czuję się na siłach zmierzyć.
Tak po prostu.
"Bywa, że sprawy załatwia otwarte, czeka, aż los załatwi to za nią."
Właśnie.
A, no i będę chrzestną (; Jakoś strasznie mnie to cieszy, jakoś niezmiernie fascynuje (;
No cóż.
Jest fajnie, bo jest dobrze...
Artemis
Nastrój:
tagi:
Życie płynie mi teraz w zupełnie innym rytmie.
Wszystko zmieniło się tak niedawno, a mam wrażenie, jakby tak było od dawna, od zawsze wręcz.
Tak dobrze, bezpiecznie. Gdybym była kotem, z pewnością mruczałabym dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zwinięta w kłębek, oczywista.
Jedynie noce są mniej spokojne.
Zimny parapet, szare chmury za szklaną taflą.
I myśli, myśli, myśli.
Strasznie dużo.
Niepoukładanych, jakichś takich wybrakowanych.
Ale dam radę.
Powoli, powoli poukładam wszystko...
A na razie będę się cieszyć tym, co mam.
A mam tak dużo..
Artemis
Nastrój:
tagi:
Chmara motyli rozpanoszyła się w moim brzuchu.
Niesamowite uczucie.
Szczęśliwa, pozytywnie nastawiona do życia.
Mam nadzieję, na zmiany na lepsze.
W ogóle cały świat mi zawirował troszeczkę, bo coś, w co już przestawałam wierzyć, jednak się stało.
Ah.
Artemis
Nastrój:
tagi:
Nareszcie.
Osiągnęłam wczoraj od dawna wyczekiwany poziom dna, od którego mogę się teraz odbić.
Oh, od razu jest lepiej.
Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby to ktoś mnie wyciągnął z tego dołu (to chyba był jakiś pieprzony rów mariański), ale tak też jest dobrze.
To znaczy dzisiaj się jeszcze nad sobą poużalam, ale od jutra fight i moving on pełną gębą.
Nie ma to tamto.
Aha, i polecam Sinatrę na doły.
Jest tak słodki, staromodny, że nie można się długo zamartwiać...
Dzięki Natalko, Anuś, Dorotko.
Aha, jeszcze jedno:
1) nigdy nie wrzucajcie domom,
2) złota rada dla przyajciółki - "nie martw się, będzie dobrze, dasz sobie radę, kochamy Cię, będziesz szczęśliwa.... wpierdolić mu?" :D
Moon River, wider than a mile,
I'm crossing you in style some day.
Oh, dream maker, you heart breaker,
wherever you're going I'm going your way.
Two drifters off to see the world.
There's such a lot of world to see.
We're after the same rainbow's end--
waiting 'round the bend,
my huckleberry friend,
Moon River and me.
Artemis
Nastrój:
tagi:
Oj dziwnie jest.
Huśtawka nastrojów skrzypi strasznie, odstrasza innych.
W zasadzie muzyka, jakiej teraz słucham, nie polepsza mojego stanu emocjonalnego, choć za pewne z feministycznego punktu widzenia wzbogaca dość znacznie moje życie wewnętrzne. Albo światopogląd.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life
A dzisiaj odbyłam przyjemny spacer po Długiej robiąc bardziej lub mniej udane
zdjęcia zmrokowi Gdańskiemu. Całkiem sympatycznie, nie licząc kilku dziwnych hindusów mówiących do mnie łamanym angielskim.
Niesamowity klimat ma to miejsce wieczorem, chyba muszę tam spędzić więcej czasu po zmroku.
Tylko problem co zrobić z zimnem. Ale spróbuję schować do kieszeni czy coś.
All that I am
All that I ever was
Is here in your perfect eyes, they're all I can see
A dzisiaj na dworcu znów poczyniłam obserwację społeczną. Stojąc na sopockim peronie SKM i czekając - bagatela - piętnaście minut na kolejkę na zimnie i głodzie (to drugie z własnego wyboru), obserwowałam ludzi na peronie sąsiednim, dalekobieżnym. Przez okres wyżej wspomnianych minut piętnastu przez dwa tory (kierunek Gdynia i kierunek Gdańsk) przetoczyło się kilka pociągów pospiesznych i expresów.
Jeżeli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości co do istnienia uczuć, głębszych więzi między ludźmi, polecam takie właśnie ćwiczenie.
W każdych drzwiach do wagonu stał ktoś, machał, żegnał się z kimś bliskim. Ta druga osoba z troską starała się nie rozklejać, żeby tej pierwszej było łatwiej wyjechać.
Parę osób biegło za pociągiem.
And than again, ludzie, którzy właśnie zakończyli podróż, rzucający się na szyję przyjaciołom, matkom, ukochanym....
Poezja.
I jeszcze obserwowanie tego przez pryzmat zapętlonej piosenki na mp3, dokładnie tej, która wywołuje tyle emocji.
Aż się panowie Strażnicy Miejscy dziwnie na mnie patrzyli jak stałam tyle czasu ze łzami w oczach, ale przestali od razu jak do nich mrugnęłam (;
Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
Żywię się nadzieją.
I lenistwem.
I radością.
I jest dobrze.
A imprezy ostatnie zaliczam do kanonu jednych z lepszych.
No, bo w końcu `baza wirusów została zaktualizowana`.
Artemis
Nastrój:
tagi:
W wolnych chwilach oglądam wizualizacje w windows media player.
Czytam książki Jane Austen.
Piszę listy do osób, za którymi próbowałam nie tęsknić.
Czytam listy już otrzymane. Próbuję doczytać się w nich więcej niż tam rzeczywiście jest.
Wracam do muzycznych korzeni.
I gave up coffee and cigarettes...
I hate to say it hasn't helped me yet.
I thought my problems would just disappear
And all my pain would be in yesterday ....
Moje rozmowy na gg ograniczają się do słuchania i odpowiadania 'mhm' 'wow' 'ale fajnie'.
Jest radośnie.
Zaraz wypluję moje pieprzone płuca.
Ale w piątek Bieszczady.. Piękne widoki, dużo ruchu, zero jedzenia.
Czytanie dziadów a nie jakiegoś zamulacza.
Może jakaś mądra refleksja wreszcie.
And I saw God cry in the reflection of my enemies
And all the lovers with no time for me
A ten basista fall out boy jest podobny w jakiś pokrętny sposób do Piotrka.
Ja pierdzielę. A taką miał fajną rolę w OTH.
No dobra.
Koniec folgowania językiem, jakby to powiedziała Austen.
3mać się Misiaki.
Artemis
Nastrój:
tagi:
No tak.
Śmiesznie jest, bo bardzo ambiwalentnie.
Są dziedziny, gdzie jest dobrze. Czuję siły, czuję wyzwanie, czuję siebie.
Ale jest też druga strona mnie, te pozostałe dziedziny życia.
I tam czuję się.. Nie wiem. Wyzuta z energii. Taka pusta.
Ciągle chce mi się spać albo oglądać filmy.
Uciekać od niektórych rzeczy, którym trzeba stawić czoło.
Nie umiem wrócić do szkoły.
Tak naprawdę prawie nikogo nie chcę jutro widzieć.
Nie bardzo obchodzi mnie, co moja klasa robiła w wakacje i czy są szczęśliwi czy nie. Najchętniej nic bym o nich nie wiedziała.
Chciałabym teraz towarzysko stchórzyć, zamknąć się w pokoju, nie wychodzić do szkoły.
Zając się czym innym, chodzić na oazę, chodzić na długie spacery.
Nie mieć telefonu, który przypomina, że czasem trzeba mieć z kimś kontakt i że czasem trzeba wrócić na umówioną godzinę do domu.
Chyba potrzebuję wakacji.
Rychło w czas.
Artemis
Nastrój:
tagi:
Pusto, pusto, bardzo pusto.
Nie lubię się rozpakowywać, nie lubię przeglądać rzeczy, które podczas podróży nagromadziły się w mojej torbie. Nienawidzę zdjęć, które oszukują, przenosząc Cię na chwilę z powrotem, żeby za chwilę znów posadzić Cię przed komputerem, na Twoim domowym krześle.
Najgorszy jest ten strach, że stracisz kontakt z tymi, na których Ci zależy.
Mocne postanowienie, że tak nie będzie.
Jeśli chodzi o przeżycia bardziej duchowe, nie było nic spektakularnego.
Tylko taki spokój, poczucie, że wszystko tam w środku jest na swoim miejscu.
Taki wewnętrznie ułożony system wartości.
Miejmy nadzieję, że na długo, a nie jak rok temu.
Idę pisać listy.
To jedyna droga, by coś z tego zostało.
No i cóż.
Obejrzę sobie jeszcze raz zdjęcia....
;*
Artemis
Nastrój:
tagi:
Mój pies ma urojoną ciążę.
Moja mama chce pojechać o północy po najnowszego Harry'ego Pottera.
Mój ojciec codziennie pakuje na siłowni.
Moja babcia przyjeżdża opiekować się psem.
Czas pędzi, gdy jest fajnie.
Wydaje mi się, że teraz, po wielu różnych emocjach, patrzę na wszystko krytycznie, ironicznie. Mimo iż zawsze zbyt surowo oceniałam, oceniałam ludzi których nie znałam, oceniałam wszystko wokół, teraz jest jeszcze gorzej, bo wszystkich krytykuję.
Wymagania wobec siebie ulotniły się, zaczęłam ignorować swoje niewłaściwe zachowania, swoje wady, zachowuję się jak pieprzona księżniczka.
I mimo świadomości, że tak jest, że to nie jest dobre, pasuje mi to.
Zapewne zrażam wszystkich ludzi do siebie, jestem zimną suką, wredną i sarkastyczną.
Trudno.
Jutro jadę do Świnoujścia, nikogo tam nie znam.
Będę otoczona atmosferą nowości, świeżości.
Może tam nauczę się pokory.
FETA pozostawiła na mnie wrażenie spektaklem 'il corso' a także 'daimonion'. Za rok znów chcę pójść. Tym razem na wszystko, tym razem cierpliwie obejrzeć każdą z pozycji.
Muszę jeszcze przeładować mp3.
Jakoś ostatnio przerzuciłam się na ostrzejszą muzykę niż dotychczas.
Niedobrze, bo to ponoć wzmaga agresję.
Buhahaha.
Artemis
Nastrój:
tagi:
Znowu zmokłam.
Jest to kolejny raz w tym tygodniu, aż dziw że nie jestem ostro przeziębiona.
Aż dziw, że prawie tego nie zauważam...
Moje życie toczy się trochę obok mnie.
Ja żyję przeszłością.
Jak długo...?
Wyjazd jedynie pogłębił moje uczucie pustki. Nie znalazłam siebie, nie znalazłam tej bramki między moim życiem a przeszłością. Nic mi nie wyszło tak, jak to zaplanowałam. Dlaczego? może właśnie dlatego, że tak na to liczyłam, że byłam pewna, że Puławy przyniosą zmianę. A co może zrobić człowiek, jeżeli nie przeliczyć się?
Czy chamstwo można czymś usprawiedliwić?
Ja próbowałam.
I otrzymałam w zamiast więcej chamstwa. Chyba więcej tego nie zrobię.
Najśmieszniejsze jest to, że mimo wielu tłumaczeń, wielu rozmów ze znajomymi, wielu przemyśleń ja nadal nie rozumiem, nie odnajduję się w tym.
Cały czas jeszcze chcę się obudzić. Chce wstać i powitać dzień szczerym uśmiechem a nie paranoicznym śmiechem, który pozwala rozładować mi stres.
Chciałam dziś pobiegać.
Leje.
Czy nawet pogoda musi być, kurwa, przeciwko mnie?
Artemis
Nastrój:
tagi:
Wczorajszy dzień - dzień pożegnań.
Z mojej drogi znikają trzy osoby, mam dziwne uczucie, że na zawsze.
I tak jak z jedną nie byłam aż tak zżyta (co nie znaczy, że nie będę trochę tęsknić), tak dwie pozostałe wniosły coś do mojego życia, zmieniły mnie, zmieniły wszystko to, co mnie otaczało.
Jak się okazuje, nie na długo.
Pojutrzejszy wyjazd jedynie trzyma mnie w jako-takich ryzach. Cały czas łudzę się, że Puławy ze swoim cudownym klimatem, wspaniałymi ludźmi i tym całym ciepłem i poczuciem bycia-na-swoim-miejscu pomogą mi jakoś zostawić to wszystko za sobą.
Najgorsze jest to, że mam tego dosyć.
Mam dosyć wiecznego pożegnania, wiecznego dawania sobie spokoju.
Mam dosyć wiecznego udawania, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Mam dosyć. Mam ochotę krzyczeć.
Dreaming of screaming
Chyba wezmę przykład z Elizabeth, Queen of England.
Kurczę, ona mi naprawdę imponuje.
Jak ktoś ma jakąś książkę o Elżbietańskiej Anglii (choć 'Szekspir Elżbietański i żywy' też jest super:) ) to chętnie pożyczę.
I'm not OK, I'm not O-fucking-K
Jeszcze jutro dawka ciepła od Ani, kg uśmiechu i żartu na drogę, i wsio.
Do Puław, do mojej kochanej, niezastąpionej
Maryśki.
Ona na pewno wszystko zmieni, pokoloruje (;
Artemis
Nastrój:
tagi:
I'm an alien, You're an alien. It's a beautiful rain, beautiful rain
Gdy siedziałam z Anią w Greenwayu we Wrzeszczu, przypomniał mi się cytat z jakiejś książki, nie pamiętam jakiej, ale pamiętam, że mocno utkwił mi w pamięci. To było coś na kształt: "Usiedli razem na ławce, która widziała wiele historii miłosnych - zupełnie innych a zarazem dokładnie takich samych".
Nie wiem czemu, zaczęłam się nad tym zastanawiać.. Bo faktycznie. Każda historia dwojga ludzi jest inna, inne okoliczności, charaktery, problemy.
Ale z drugiej strony.. Przecież każda z nich jest taka sama, wyzwala te same uczucia, powoduje zawody, stresy, radości i pogodne dni.
To śmieszne, że wszystkim nam się wydaje, że przeżywamy coś niesamowitego, coś wyjątkowego, podczas gdy jest to w kółko ta sama historia, te same rozmowy, uśmiechy.
Natura w dość perfidny sposób zatacza krąg, podczas kiedy nam się wydaje, że idzie coraz dalej.
Ostatnio zaczęłam sobie myśleć, o tym jak to było, gdy moja mama była młoda. Pierwsza myśl - to były zupełnie inne czasy, jej młodość była inna, jej koleżanki były inne, jej chłopcy byli inni. Ona była kimś zupełnie innym, niż ja.
I to się zgadza.
Ale jesteśmy - ona sprzed tych dwudziestu lat i ja teraz - zupełnie takie same. Oglądałam jej zdjęcia z tego okresu - roześmiana, typowa nastolatka, miała chłopaka, przyjaciółki, nauka nie była jej priorytetem.
A teraz nie możemy się dogadać, mimo wszystko.
Jak to jest, czemu człowiek zapomina o przeszłości, zmienia się, nie umie już zrozumieć młodszych? "Ucz się, bo do niczego nie dojdziesz, nie będziesz szczęśliwa, jeszcze mi za to podziękujesz". A przecież ona też nie była typem kujona - i co? Zmarnowała sobie życie? Nie.
Ehh.
Niechęć.
To jest to, co w tej chwili mnie ogarnęło.
A raczej co ma nade mną władzę cały rok.
NIECHĘĆ.
She comes to take me away, it's all that i needed.
Artemis
Nastrój:
tagi:
"I was fine before You walked into my life."
No tak.
Jak zwykle wiele się zmieniło.
Zaczęłam zastanawiać się nad sobą.
Nad swoimi wadami, a raczej nad tym, jak się ich pozbyć.
Jedno wiem na pewno - nie jest to łatwe.
Najgorsze jest to, że wiele z nich jest zupełnie nieświadomych.
Tzn. może to złe słowo - 'nieświadomych'. Ja wiem, że je mam, wiem, że czasem się zachowuję w dany, zły sposób, ale dopiero po fakcie lub myśląc o danej cesze abstrakcyjnie. W momencie, gdy jestem nie w porządku lub dopuszczam histerię, bezpodstawną złość czy jakieś głupie uprzedzenie, nie zdaję sobie do końca sprawy, że jest to 'nie takie'.
Sama nie wiem, jak to z nami jest.
Tak łatwo jest dawać porady, tak łatwo jest krytykować, tak ciężko jest znaleźć to co złe w sobie, tak ciężko jest coś zmienić. Nawet trudno jest o tym rozmawiać, głupi wstyd, głupie zarozumialstwo blokuje możliwość dzielenia się wątpliwościami z innymi.
Ciężko jest jakoś to wszystko poukładać.
Słońce nastraja mnie optymistycznie, lecz ani ono, ani optymizm nie wypełniają mi jakiejś takiej pustki.
Tej, którą czuję siedząc w domu, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
Zdarza się ostatnio nader często.
Niechęć do nauki, niechęć do wszystkiego, największa do siedzenia w domu.
Już nic nie rozumiem.
Walka ze sobą jak na razie nie przynosi żadnych owoców.
Nie udaje mi się schudnąć, nie udaje mi się przejść na dietę, nie udaje mi się przeczytać kilku książek, nie udaje mi się uczyć.
Nie udaje mi się zapomnieć o Panu Cyniku.
Nic mi się nie udaje.
Ale trza się trzymać.
I czekać na lepsze jutro;)
Dopisek z około godziny później:
"Everything changes when I turn around"
Jak to, do cholery, jest?
Widzisz zdjęcie. Dwie roześmiane pary, przytulone, siedzą na plaży w Sopocie. Zima. W piasek wbite dwie bordowe róże. Szczęście jest widoczne od razu. Patrzysz mu w oczy. W cztery pary oczu.
Teraz?
Wchodzisz na głupi, epulsowy profil jednego z chłopaków.
Załamanie, smutek, samotność.
Wchodzisz na profil jego towarzyszki.
Tęsknota, ukrywana pozorną radością.
Po co w takim razie budować, po co tworzyć?
Nie rozumiem - kochać, dla tej chwili, kochać po to, by na jednym zdjęciu szczęście patrzyło moimi oczami?
A co z tym smutkiem, bólem, samotnością?
On naprawdę jest tego wart?
Tym bardziej przestaję rozumieć, jak urządzony jest ten świat. Tym bardziej nie mieści mi się w głowie, że można tyle poświęcać, tak się starać, spędzać tyle czasu, żeby potem okazało się, że to nic nie znaczy?
Można to jeszcze nazwać pięknem i filozoficznie 'życiem', czy tak naprawdę powinno się to zakwalifikować do zwykłej głupoty?
Bez sensu.
Zaczynam być coraz mocniej przekonana, że ten świat jest bez sensu.
A raczej pozy, jakie przyjmuje człowiek, jego priorytety i pragnienia są bez sensu.
Sama już nie wiem.
Dobranoc.
Artemis
Nastrój:
tagi: